Jak szybko czas plynie czlowiek zdaje sobie sprawe dopiero jak przeczyta jak dawno cos pisal, gdy patrzy na date poprzedniego wpisu. Niby miesiac to niewiele, a jednak. Caly wrzesien minal mi w zasadzie bardzo szybko - pracujaco. Jak pracowalem? Ano zasuwalem na budowie. Gdzie? W niemczech. Tak, studenci medycyny tez czasami potrzebuja kasy. Nie kazdy z nas ma rodzicow lekarzy ktorzy sa sfinansowac jakies zachcianki. ja w zasadzie narzekac nie moge, ale wiem ile kosztuje utrzymanie mnie na studach. Dlatego nie chce byc (mimo ze sie tak czuje) wielkim obciazeniem i staram sie jak moge by jakos rodzice mniej odczuwali to ze jestem dalej na ich utrzymaniu.
Natomiast jako ze jest juz poczatek pazdziernika - zaczalem zajecia. W tym roku moja grupa liczy 22 osoby (sic!) co jest zasluga jakze przeinteligentnego starosty roku, ktory w swojej wielmoznosci nie byl w stanie rozdzielic ludzi z dwoch rozwiazanych grup w jakiejs znosnej liczbie do kazdej, tylko do mojej wpisal 6 osob. Nie mialbym pretensji gdyby w kazdej tak bylo, ale teraz sa grupy co maja po 15 i sa takie co maja po 21-22 osoby jak moja. Co oprocz tego... Zaczalem blok z chirurgii i w sumie w ciagu 4 dni mielismy 2 seminaria i 2 dni praktycznej zabawy z szycuem ;) Wiemy mniej wiecej jak wiazac szwy, zakladac szwy pojedyncze proste, materacowe, ciagle srodskorne zrobic plastyke V-Y i tyle ;) Czy umiemy robic to manualnie to inna sprawa ;) W koncu do wprawy dojdziemy ;)
czwartek, 6 października 2011
środa, 31 sierpnia 2011
Koncerty
Ostatni weekend minął mi koncertowo. Nie mam na myśli, że wszystko po mojej myśli, po prostu byłem na dwóch koncertach ;)
Sobota - niby wielkie święto, we wsi bo we wsi, ale impreza zorganizowana na wysokim poziomie - niby znana na całe województwo - podobno - nie weryfikowane ;)
Maleo reggae rockers - godz 18. Żałuję, że przyjechałem po połowie koncertu bo naprawdę świetny koncert dali, bisowali 2x. Wcześniej ich jakoś nie słuchałem, parę kawałków znałem, ale przyznaję - niektóre kawałki niezłe.
Gwiazdą wieczoru był - Shaun Baker - nic o gościu nie wiedziałem, gdzieś kiedyś w radiu usłyszałem może jakieś dwie piosenki. Po pół godzinie miałem dość. Nie dość, że bezczelnie pił sobie piwo na scenie, to trząsł się cały machając rękami jakby miał padaczkę - ukazywał w ten sposób, że przekręca swoimi pokrętłami na konsoli. Może jestem uprzedzony - nienawidzę elektronicznej muzyki, DJów i wszystkiego co z nimi związane - byłem tam tylko z ciekawości, i żałuję tego bardzo.
Niedziela - koncert, albo raczej festiwal - jak kto woli. RockAutostrada. Młodzi ludzie rywalizują grając świetne kawałki - zarówno swoje, jak i covery. I to nazywam muzyką - gitara, perkusja, bas, jakieś klawisze, saksofon. Ehhhhhhhhh :)
Ludzi niewiele do godz. 20. Później nie było gdzie palca wcisnąć. Dlaczego? Ano bo na 20 zaplanowano koncert Budki Suflera.
Dla mnie klasa. Nic tu dodawać nie trzeba. Zachwycam się do tej pory ;)
Sobota - niby wielkie święto, we wsi bo we wsi, ale impreza zorganizowana na wysokim poziomie - niby znana na całe województwo - podobno - nie weryfikowane ;)
Maleo reggae rockers - godz 18. Żałuję, że przyjechałem po połowie koncertu bo naprawdę świetny koncert dali, bisowali 2x. Wcześniej ich jakoś nie słuchałem, parę kawałków znałem, ale przyznaję - niektóre kawałki niezłe.
Gwiazdą wieczoru był - Shaun Baker - nic o gościu nie wiedziałem, gdzieś kiedyś w radiu usłyszałem może jakieś dwie piosenki. Po pół godzinie miałem dość. Nie dość, że bezczelnie pił sobie piwo na scenie, to trząsł się cały machając rękami jakby miał padaczkę - ukazywał w ten sposób, że przekręca swoimi pokrętłami na konsoli. Może jestem uprzedzony - nienawidzę elektronicznej muzyki, DJów i wszystkiego co z nimi związane - byłem tam tylko z ciekawości, i żałuję tego bardzo.
Niedziela - koncert, albo raczej festiwal - jak kto woli. RockAutostrada. Młodzi ludzie rywalizują grając świetne kawałki - zarówno swoje, jak i covery. I to nazywam muzyką - gitara, perkusja, bas, jakieś klawisze, saksofon. Ehhhhhhhhh :)
Ludzi niewiele do godz. 20. Później nie było gdzie palca wcisnąć. Dlaczego? Ano bo na 20 zaplanowano koncert Budki Suflera.
Dla mnie klasa. Nic tu dodawać nie trzeba. Zachwycam się do tej pory ;)
czwartek, 25 sierpnia 2011
Powrót
Muszę przyznać się z ręką na sercu - wróciłem 14.08, a piszę dopiero dziś - brak weny... :)
Tygodniowa wycieczka, trasa 1122km (wg map google) w tamtą stronę, miejscowość - Vodice
Wyświetl większą mapę
Zdecydowaliśmy się na podróż przez Słowację, Węgry - po pierwsze trasa najkrótsza z mojej miejscowości, po drugie - jazda autostradami na Węgrzech (na Słowacji w mniejszym stopniu) jest dość tania. Moja zmiana za kółkiem nowiutkiej Skody Octavii zaczęła się ok 3 w nocy - ok 150 km przed Budapesztem. Jedną ze złych decyzji było jechać przez Budapeszt zamiast przez obwodnicę ;/ Myślałem że zaoszczędzę 50 km, ale się zgubiłem i straciliśmy prawie godzinę. Oznakowanie tragiczne.
Pogoda nam się udała - przez cały tydzień ani kropli deszczu, temperatura powietrza ok 30 stopni, temp wody ok 27, czego można więcej chcieć ;) Adriatyk super - w porównania do Bałtyku, lub Morza Czarnego to nie ma co porównywać - widoczność w okularach niesamowita, do nurkowania idealny :)
Dzięki Bogu, w tym roku nie spędziliśmy całego czasu na siedzeniu na plaży - zahaczyliśmy o parę punktów, które sam musiałem wybrać co nadaje się do zwiedzania.
W sumie na nasze miejsce pobytowe nie mogę narzekać - udało się nam znaleźć studio 2 pokoje z kuchnią i łazienką za 55 euro za dobę. 300 metrów od centrum miasteczka i 500 metrów od "plaży". Piszę "plaży" ponieważ głównie to był chodnik, na którym ludzie byli rozłożeni, a plaży kamienistej było tyle co kot napłakał. Z jednej strony nie mogę narzekać, z drugiej jest niedosyt. Dlaczego? Ano, wystarczyło pojechać 20 km dalej, i można było znaleźć niezaludnione miejsca!! z wolnymi pokojami, cudnymi zatoczkami i nad samą wodą. Cóż, człowiek uczy się na błędach, następnym razem wiem co robić :)
Szybenik.
W sumie miasto położone niedaleko naszego noclegu. Byliśmy 3-4 razy i jestem zachwycony. Czym? Wąskimi uliczkami, obecnością morza zaraz przy centrum miasta, zielenią, i starym miastem.
Przed samym wjazdem do miasta stoi majestatyczny most - coś dla miłośników bungee - nie dla mnie ;)
Widok z portu na centrum miasta.
Katedra imiennika ;)
Do takich zatoczek mi tęskno :(
Jeszcze jedno zdjęcie z centrum :)
Trogir - magia.
Miasteczko wpisane w całości na listę światowego dziedzictwa UNESCO - urzekło mnie niesamowicie. Godny uwagi jest kościół przy placu Jana Pawla II, w którym można wejść na dzwonnicę - widok z ok 50m jest cudowny. W oddali widać nawet Split ;)
U. w porciku ;)
Plac Jana Pawła II
Widoki z dzwonnicy ;)
I Split z daleka ;)
Split.
Nie spędziliśmy w nim za wiele czasu. W porównaniu do innych miejscowości to jest on ogromny. W przewodniku było napisane, że ma ok 170 tys mieszkańców, więc byłem sobie w stanie wyobrazić to miasto. Natomiast nie wiem czy było to pierwsze wrażenie, ale przeżyłem lekki szok. Promy wpływające do miasta - ogromne - wysokie na jakieś 20-30 metrów nad poziom morza - robią wrażenie. I historia. Na każdym kroku. Iść wzdłuż murów, które mają 1700 lat - bezcenne.
Oczywiście nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie wyszli na cokolwiek dostępne 50m+ ;)
I piękna panorama.
Przedostatniego dnia zdecydowaliśmy się z U. na szarpnięcie po kieszeni i wybraliśmy się na przejażdżkę łódką ze szklanym dnem. Po rejsie zgodnie stwierdziliśmy, że były to chyba najlepiej wydane pieniądze na tych wakacjach - przewodnik próbował coś do nas po polsku mówić, nurkował, łowił jeżowce, rozgwiazdy i inne ogórki morskie, opowiadał o państwie, o Vodicach, naprawdę byłem pełen uznania dla profesjonalizmu i kultury. Rejs nie mógłby się zakończyć powodzeniem, gdyby kapitan nie poczęstował pasażerów rakiją własnej produkcji ;)
Po drodze jeszcze:
I mimo, że muszę to przyznać - towarzystwo się nam udało średnio. Ludzie myślą, że kogoś znają, a tak naprawde to nic o nikim nie wiemy, póki się z kimś nie spędza dużo czasu. Tak i my z U. nie mieliśmy pojęcia o naszych towarzyszach. Było minęło. Wiemy jedno - nie wybierzemy się już z nimi nigdy ;)
Chorwacjo - Ty jesteś tak piękna, że nasza przygoda z Tobą to dopiero początek. Wrócimy tu jeszcze nie raz.
Tygodniowa wycieczka, trasa 1122km (wg map google) w tamtą stronę, miejscowość - Vodice
Wyświetl większą mapę
Zdecydowaliśmy się na podróż przez Słowację, Węgry - po pierwsze trasa najkrótsza z mojej miejscowości, po drugie - jazda autostradami na Węgrzech (na Słowacji w mniejszym stopniu) jest dość tania. Moja zmiana za kółkiem nowiutkiej Skody Octavii zaczęła się ok 3 w nocy - ok 150 km przed Budapesztem. Jedną ze złych decyzji było jechać przez Budapeszt zamiast przez obwodnicę ;/ Myślałem że zaoszczędzę 50 km, ale się zgubiłem i straciliśmy prawie godzinę. Oznakowanie tragiczne.
Pogoda nam się udała - przez cały tydzień ani kropli deszczu, temperatura powietrza ok 30 stopni, temp wody ok 27, czego można więcej chcieć ;) Adriatyk super - w porównania do Bałtyku, lub Morza Czarnego to nie ma co porównywać - widoczność w okularach niesamowita, do nurkowania idealny :)
Dzięki Bogu, w tym roku nie spędziliśmy całego czasu na siedzeniu na plaży - zahaczyliśmy o parę punktów, które sam musiałem wybrać co nadaje się do zwiedzania.
W sumie na nasze miejsce pobytowe nie mogę narzekać - udało się nam znaleźć studio 2 pokoje z kuchnią i łazienką za 55 euro za dobę. 300 metrów od centrum miasteczka i 500 metrów od "plaży". Piszę "plaży" ponieważ głównie to był chodnik, na którym ludzie byli rozłożeni, a plaży kamienistej było tyle co kot napłakał. Z jednej strony nie mogę narzekać, z drugiej jest niedosyt. Dlaczego? Ano, wystarczyło pojechać 20 km dalej, i można było znaleźć niezaludnione miejsca!! z wolnymi pokojami, cudnymi zatoczkami i nad samą wodą. Cóż, człowiek uczy się na błędach, następnym razem wiem co robić :)
Szybenik.
W sumie miasto położone niedaleko naszego noclegu. Byliśmy 3-4 razy i jestem zachwycony. Czym? Wąskimi uliczkami, obecnością morza zaraz przy centrum miasta, zielenią, i starym miastem.
Przed samym wjazdem do miasta stoi majestatyczny most - coś dla miłośników bungee - nie dla mnie ;)
Widok z portu na centrum miasta.
Katedra imiennika ;)
Do takich zatoczek mi tęskno :(
Jeszcze jedno zdjęcie z centrum :)
Trogir - magia.
Miasteczko wpisane w całości na listę światowego dziedzictwa UNESCO - urzekło mnie niesamowicie. Godny uwagi jest kościół przy placu Jana Pawla II, w którym można wejść na dzwonnicę - widok z ok 50m jest cudowny. W oddali widać nawet Split ;)
U. w porciku ;)
Plac Jana Pawła II
Widoki z dzwonnicy ;)
I Split z daleka ;)
Split.
Oczywiście nie bylibyśmy sobą gdybyśmy nie wyszli na cokolwiek dostępne 50m+ ;)
I piękna panorama.
Przedostatniego dnia zdecydowaliśmy się z U. na szarpnięcie po kieszeni i wybraliśmy się na przejażdżkę łódką ze szklanym dnem. Po rejsie zgodnie stwierdziliśmy, że były to chyba najlepiej wydane pieniądze na tych wakacjach - przewodnik próbował coś do nas po polsku mówić, nurkował, łowił jeżowce, rozgwiazdy i inne ogórki morskie, opowiadał o państwie, o Vodicach, naprawdę byłem pełen uznania dla profesjonalizmu i kultury. Rejs nie mógłby się zakończyć powodzeniem, gdyby kapitan nie poczęstował pasażerów rakiją własnej produkcji ;)
Po drodze jeszcze:
I mimo, że muszę to przyznać - towarzystwo się nam udało średnio. Ludzie myślą, że kogoś znają, a tak naprawde to nic o nikim nie wiemy, póki się z kimś nie spędza dużo czasu. Tak i my z U. nie mieliśmy pojęcia o naszych towarzyszach. Było minęło. Wiemy jedno - nie wybierzemy się już z nimi nigdy ;)
Chorwacjo - Ty jesteś tak piękna, że nasza przygoda z Tobą to dopiero początek. Wrócimy tu jeszcze nie raz.
piątek, 29 lipca 2011
Koniec lipca
Koniec lipca a więc trzeba to napisać wielkimi literami - WAKACJE CZAS ZACZĄĆ! :)
W końcu będę mógł się wyspać, poopierdzielać i wynudzić ;)
Praktyki skończyłem dnia pańskiego 29.VII. Dzięki Bogu. Naprawdę nie wiem co one miały wnieść do mojej edukacji. Szczerze zazdroszczę wszystkim którzy się czegokolwiek nauczyli. Mój dzień na praktykach? - Od rana zmierzyć ciśnienie całemu oddziałowi - obchód - śniadanie - latanie z papierkami - zbadanie 1-2 pacjentów - latanie z papierkami - zobaczenie jakiegoś USG - latanie z papierkami - do domu. Mniej więcej codzień.
Noo ale już koniec, cieszę się, nie ma co do tego przykrego czasu wracać.
Planujemy z U. wakacje - wyjazd przyszły piątek - kierunek - Chorwacja.
Wycieczka prawie że objazdowa ;) 3000km w 8-9 dni, zwiedzanie, czysta woda, słońce, plaża ;) Już nie mogę się doczekać. Brakuje mi takiego wybyczenia się. Jedziemy w ciemno, może jakieś miejsce do noclegu gdzieś znajdziemy ;)
P.S. Trzymajmy kciuki za tegorocznych uczestników europejskich pucharów - może w końcu polska piłka się pokaże na arenie międzynarodowej!
W końcu będę mógł się wyspać, poopierdzielać i wynudzić ;)
Praktyki skończyłem dnia pańskiego 29.VII. Dzięki Bogu. Naprawdę nie wiem co one miały wnieść do mojej edukacji. Szczerze zazdroszczę wszystkim którzy się czegokolwiek nauczyli. Mój dzień na praktykach? - Od rana zmierzyć ciśnienie całemu oddziałowi - obchód - śniadanie - latanie z papierkami - zbadanie 1-2 pacjentów - latanie z papierkami - zobaczenie jakiegoś USG - latanie z papierkami - do domu. Mniej więcej codzień.
Noo ale już koniec, cieszę się, nie ma co do tego przykrego czasu wracać.
Planujemy z U. wakacje - wyjazd przyszły piątek - kierunek - Chorwacja.
Wycieczka prawie że objazdowa ;) 3000km w 8-9 dni, zwiedzanie, czysta woda, słońce, plaża ;) Już nie mogę się doczekać. Brakuje mi takiego wybyczenia się. Jedziemy w ciemno, może jakieś miejsce do noclegu gdzieś znajdziemy ;)
P.S. Trzymajmy kciuki za tegorocznych uczestników europejskich pucharów - może w końcu polska piłka się pokaże na arenie międzynarodowej!
wtorek, 12 lipca 2011
Dieta
Otóż muszę się pochwalić, że w ciągu 1 miesiąca schudłem 9 kg. Moja waga? Obecnie 107kg - dużo wiem ;) ale kawał ze mnie chłopa ;) Natomiast na tą dietę patrzeć już nie mogę, dlatego w ciągu tego weekendu musiałem troche popuścić. Nie ma nic gorszego niż bycie na diecie w domu. Na studiach co sobie kupie to wiem co mogę jeść, a tu? To mama zrobi zakupy takie, że cho cho i tylko człowieka korci. Na szczęście nie daję się złamać. Dukan trwa dalej. Nerki jeszcze żyją ;) GFR 132, kreatynina 0.8, mocznik 31 ;)
A co na praktykach.. Nudy dalej ;) dziś zbadałem 5ciu pacjentów. Czy dobrze to robię nie wiem, nikt mnie nie kontroluje. Co wyczuję, co wysłucham to jest. Czy coś z tego wyniosę? Chyba jakiś długopis.
W zeszłym tygodniu ściągaliśmy płyn z jamy opłucnej dwóm gościom. Jednemu ja ściągałem strzykawą, a gdy skończyliśmy, to dr K. z tekstem: "to daj teraz koleżankom (jesteśmy na oddziale we troje na praktykach) one też muszą się kiedyś nauczyć ciągnąć" ;)))
Ciągle liczę na to, że jednak się czegoś nauczę na tych praktykach ;)
A co na praktykach.. Nudy dalej ;) dziś zbadałem 5ciu pacjentów. Czy dobrze to robię nie wiem, nikt mnie nie kontroluje. Co wyczuję, co wysłucham to jest. Czy coś z tego wyniosę? Chyba jakiś długopis.
W zeszłym tygodniu ściągaliśmy płyn z jamy opłucnej dwóm gościom. Jednemu ja ściągałem strzykawą, a gdy skończyliśmy, to dr K. z tekstem: "to daj teraz koleżankom (jesteśmy na oddziale we troje na praktykach) one też muszą się kiedyś nauczyć ciągnąć" ;)))
Ciągle liczę na to, że jednak się czegoś nauczę na tych praktykach ;)
wtorek, 5 lipca 2011
Praktycznie
04.07.2011 - Rozpoczęcie praktyk wakacyjnych. Wszystko byłoby spoko, ale jednak szkoda mi tego miesiąca. Zamiast jechać gdzieś do pracy, mam miesiąc życiorysu wycięty. Ok. Jestem w stanie zrozumieć, że na uczelni może nie mogą (albo nie chcą) nas nauczyć więcej i dlatego mamy tę przyjemność co rok. Byłbym w stanie to zrozumieć gdybyśmy coś na nich robili.
Dzień zaczął się od "szkolenia BHP" w skrócie - stracony czas. Spanie. Dalej - idziemy na oddział. Myślę będzie się w końcu coś dziać ;) No i było spoko, zapoznałem się z personelem, pogadaliśmy chwilę, ogólnie spoko ludzie. No ale cóż może być do roboty dla studenta po 3cim roku? Idź sobie zbadaj pacjenta X, potem Y, i przyjdź mi powiedzieć czy coś fajnego znalazłeś. Potem zapoznanie lekkie z papierkami i do domku.
Dzień drugi - w zasadzie to opierał się na wizycie u pacjentów mojego lekarza (a raczej lekarki ;) ) potem znowu papierki, trochę biegania z dokumentami no i tyle.
5.07.2011 - Mija poranek i wieczór dzień drugi. Po dwóch dniach ja dziękuję. Jak to ma tak dalej wyglądać to przecież nie będę się ośmieszał i po 2 tygodniach niech mi podbiją co trzeba
Jestem poirytowany.
Dzień zaczął się od "szkolenia BHP" w skrócie - stracony czas. Spanie. Dalej - idziemy na oddział. Myślę będzie się w końcu coś dziać ;) No i było spoko, zapoznałem się z personelem, pogadaliśmy chwilę, ogólnie spoko ludzie. No ale cóż może być do roboty dla studenta po 3cim roku? Idź sobie zbadaj pacjenta X, potem Y, i przyjdź mi powiedzieć czy coś fajnego znalazłeś. Potem zapoznanie lekkie z papierkami i do domku.
Dzień drugi - w zasadzie to opierał się na wizycie u pacjentów mojego lekarza (a raczej lekarki ;) ) potem znowu papierki, trochę biegania z dokumentami no i tyle.
5.07.2011 - Mija poranek i wieczór dzień drugi. Po dwóch dniach ja dziękuję. Jak to ma tak dalej wyglądać to przecież nie będę się ośmieszał i po 2 tygodniach niech mi podbiją co trzeba
Jestem poirytowany.
piątek, 1 lipca 2011
Coż robić z wolnym czasem?
Pogoda pod psem, nuda, spanie do 12 - tak można opisać obecny czas. Beztroska i błogostan parowania informacji z głowy - zakładam, że do końca wakacji nie będę pamiętał 90% rzeczy ;) Mam czas na wszystko - przyjemne uczucie. I chęć czytania kilku tytułów na które w ciągu roku czasu nie ma.
Od poniedziałku praktyki - nie wiem czego się spodziewać. Robiłem na tym oddziale praktyki po 1 roku, ale to całkiem inaczej wyglądało. Siedziałem z pielęgniarkami, dużo się wkłuwałem, zastrzyki, insulina, takie tam przyjemne rzeczy. Teraz? Obawiam się, że zostanie mi siedzenie w dyżurce lekarskiej i nie robienie niczego. Bo cóż można robić po 3 roku? Zbadać fizykalnie?
P.S. Igor i jego gitara - gość wymiata. Najlepsze i tak ma stroje i czapki ;)
Od poniedziałku praktyki - nie wiem czego się spodziewać. Robiłem na tym oddziale praktyki po 1 roku, ale to całkiem inaczej wyglądało. Siedziałem z pielęgniarkami, dużo się wkłuwałem, zastrzyki, insulina, takie tam przyjemne rzeczy. Teraz? Obawiam się, że zostanie mi siedzenie w dyżurce lekarskiej i nie robienie niczego. Bo cóż można robić po 3 roku? Zbadać fizykalnie?
P.S. Igor i jego gitara - gość wymiata. Najlepsze i tak ma stroje i czapki ;)
poniedziałek, 27 czerwca 2011
Wakacje
Dzięki Bogu ostatni egzamin za mną. Wprawdzie jeszcze wyników nie ma, ale cóż mogłoby być przyjemniejszego niż sama myśl o tym, że tyle teraz laby. No może nie do końca - ktoś powie - jeszcze praktyki - otóż to. Praktyki - nic nie robienie, czy zapierdzielanie od samego rana? Oto się nasuwa pytanie.
Ale nagle minie miesiąc lipiec i co... I pasowałoby się rozejrzeć za jakimś wypoczynkiem.
Chorwacja?
Bułgaria?
Włochy?
Majorka?
Round-trip?
Wiele pomysłów w mej głowie, pasowałoby zrobić jakiś plan. Ale jak można zrobić jakiś plan skoro jeszcze się nie wie co się chce ;/
Najbliższy czas spędzę w domu - nie wiem jak ja to przeżyję. Już się odzwyczaiłem od tego. praktycznie całe 3 miesiące. Nie napawa mnie ta perspektywa optymizmem. Nauczyłem się żyć na własną rękę, nie być od nikogo zależnym, samemu sobie radzić. Jak to będzie teraz wyglądało? Pożyjemy, zobaczymy.
P.S. Pieprzona alergia. Anta-H1 nie pomagają ;/
Ale nagle minie miesiąc lipiec i co... I pasowałoby się rozejrzeć za jakimś wypoczynkiem.
Chorwacja?
Bułgaria?
Włochy?
Majorka?
Round-trip?
Wiele pomysłów w mej głowie, pasowałoby zrobić jakiś plan. Ale jak można zrobić jakiś plan skoro jeszcze się nie wie co się chce ;/
Najbliższy czas spędzę w domu - nie wiem jak ja to przeżyję. Już się odzwyczaiłem od tego. praktycznie całe 3 miesiące. Nie napawa mnie ta perspektywa optymizmem. Nauczyłem się żyć na własną rękę, nie być od nikogo zależnym, samemu sobie radzić. Jak to będzie teraz wyglądało? Pożyjemy, zobaczymy.
P.S. Pieprzona alergia. Anta-H1 nie pomagają ;/
piątek, 24 czerwca 2011
Twój szczęśliwy numerek.
Pasowałoby zacząć od tego, że do tej pory mam wszystko do przodu. Został jeden egz - epi, którym (chyba) nie ma się co już tak spinać ;)
Co do poprzednich. Prop. pediatrii - zdana, wynik mnie zadowala, nigdy nie byłem i pewnie nie będę piątkowym studentem ;)
PTF - totolotek. Bogu dziękować za 3.0.
Szczerze to nie rozumiem tej katedry. Pytania skonstruowane w sposób - Judo judo, jak się udo. (taka nasza gwara ;p). Naprawdę odpowiadanie na niektóre pytania wyglądało jak strzelanie w Twój Szczęśliwy numerek.
Bo jak można inaczej nazwać coś takiego:
Aby upiec piernik dodasz: 1) mąkę 2) jajka 3) cukier wanilinowy 4) olej 5) mleko 6) śmietanę 7) smalec 8) rodzynki 9) śmietanę 10) drożdże
a)1,2,3,5,6,8
b)1,3,4,5,7,9
c)2,4,5,6,7,8
d)1,2,3,5,6,8,10
e)1,2,3,4,7,9,10
Człowieka chce szlag trafić.
I w tym wszystkim najbardziej szkoda M. któremu brakło 1! pkt do zdania zarówno prop ped jak i ptf ;/
Poza tym - domowo. Można się było napić piwa (choć wiem, że przy mojej diecie nie powinienem). Wyobraźcie sobie poczuć ten smak od niepamiętnych czasów. I nie to, że nie lubię - piwko bardzo. Zimne - mmmmmmmmm. Ale jakoś w ciągu roku mało piwa sączę.
Co do poprzednich. Prop. pediatrii - zdana, wynik mnie zadowala, nigdy nie byłem i pewnie nie będę piątkowym studentem ;)
PTF - totolotek. Bogu dziękować za 3.0.
Szczerze to nie rozumiem tej katedry. Pytania skonstruowane w sposób - Judo judo, jak się udo. (taka nasza gwara ;p). Naprawdę odpowiadanie na niektóre pytania wyglądało jak strzelanie w Twój Szczęśliwy numerek.
Bo jak można inaczej nazwać coś takiego:
Aby upiec piernik dodasz: 1) mąkę 2) jajka 3) cukier wanilinowy 4) olej 5) mleko 6) śmietanę 7) smalec 8) rodzynki 9) śmietanę 10) drożdże
a)1,2,3,5,6,8
b)1,3,4,5,7,9
c)2,4,5,6,7,8
d)1,2,3,5,6,8,10
e)1,2,3,4,7,9,10
Człowieka chce szlag trafić.
I w tym wszystkim najbardziej szkoda M. któremu brakło 1! pkt do zdania zarówno prop ped jak i ptf ;/
Poza tym - domowo. Można się było napić piwa (choć wiem, że przy mojej diecie nie powinienem). Wyobraźcie sobie poczuć ten smak od niepamiętnych czasów. I nie to, że nie lubię - piwko bardzo. Zimne - mmmmmmmmm. Ale jakoś w ciągu roku mało piwa sączę.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
Parujący mózg.
Dzisiejszy dzień minął pod wpływem "jakże uroczego przedmiotu"*. Wygląda to tak, że po przewertowaniu książki, notatek, mój stan wiedzy wygląda tak samo jak i przed nauką :/ Jutro egzamin a ja jestem świadom wszystkiego co się wydarzy w najbliższym czasie.
"Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba."
Natomiast mieliśmy z M. (współlokator) ciekawą przygodę. Otóż poszukujemy obecnie trzeciej osoby chętnej zamieszkać z nami od października. Parę godzin po umieszczeniu ogłoszenia - telefon. Chłopaczek przyjdzie obejrzeć. Spoko. Nie spoko było to że trzeba było ogarnąć w tym mieszkaniu panujący chaos ;) Przyszedł, pooglądał, pogadał, wydawał się sympatyczny. Natomiast urocze była reakcja na jego pytanie: "Co studiujecie?" "Medycynę". "yyyyyyyy, eeeeeeeeeeee, yyyyyyyyyyy, mmmmmmmmm, ffffffffffffff, yyyyyyyyyyyyyy (chwilowa konsternacja) to yyyyyyyyyyyyyyy raczej taki elitarny kierunek." Chyba się zdziwił. Nie rozumiemy czym. Jesteśmy innymi ludźmi?
Kolejnym przebojem było: "Na którym roku jesteście?" -"trzecim" -"O, to teraz licencjat"
Popatrzyliśmy na siebie z M. lekko zdziwieni z szyderczymi uśmiechami w kąciku ust, ale powaga zachowana, a jak!
Nie ma to jak licencjat z medycyny ;) Widzę rzeszę ludzi chętnych się u nas leczyć! W tym momencie pasowałoby go oddelegować do posta Adepta ;)
P.S. Nie spodziewałem się, że ktoś może mieć tak wybujałą fantazję ;) :
Polecam ;)
http://vimeo.com/25073062
*PTF
"Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba."
Natomiast mieliśmy z M. (współlokator) ciekawą przygodę. Otóż poszukujemy obecnie trzeciej osoby chętnej zamieszkać z nami od października. Parę godzin po umieszczeniu ogłoszenia - telefon. Chłopaczek przyjdzie obejrzeć. Spoko. Nie spoko było to że trzeba było ogarnąć w tym mieszkaniu panujący chaos ;) Przyszedł, pooglądał, pogadał, wydawał się sympatyczny. Natomiast urocze była reakcja na jego pytanie: "Co studiujecie?" "Medycynę". "yyyyyyyy, eeeeeeeeeeee, yyyyyyyyyyy, mmmmmmmmm, ffffffffffffff, yyyyyyyyyyyyyy (chwilowa konsternacja) to yyyyyyyyyyyyyyy raczej taki elitarny kierunek." Chyba się zdziwił. Nie rozumiemy czym. Jesteśmy innymi ludźmi?
Kolejnym przebojem było: "Na którym roku jesteście?" -"trzecim" -"O, to teraz licencjat"
Popatrzyliśmy na siebie z M. lekko zdziwieni z szyderczymi uśmiechami w kąciku ust, ale powaga zachowana, a jak!
Nie ma to jak licencjat z medycyny ;) Widzę rzeszę ludzi chętnych się u nas leczyć! W tym momencie pasowałoby go oddelegować do posta Adepta ;)
P.S. Nie spodziewałem się, że ktoś może mieć tak wybujałą fantazję ;) :
Polecam ;)
http://vimeo.com/25073062
*PTF
niedziela, 19 czerwca 2011
Wstępnie
Ostatnio zauważyłem pewną tendencję - znajduję coraz więcej blogów studentów medycyny/lekarzy. Nie wiem czy wynika to z mojego opierdzielania się na internecie, czy po prostu drastycznie zwiększa się ich ilość ;)
Dlatego zdecydowałem się również i ja coś pisać do szuflady (a nuż ktoś będzie czytał moje bazgroły, Ha)! ;)
Coś o sobie?
Jestem studentem 3 roku (daj Boże czwartego) medycyny z miasta na południu Polski. Lubię dobrą muzykę (sam gram na akordeonie, klawiszach, coś tam uczę się brzdękolić na gitarze). Książki fantasy, choć przyznaję się bez bicia, że ostatnio nie czytam bo ważniejsze sprawy na głowie.
3 rok? Przede mną 2 egzaminy - patofizjo i epi. Reszta (chyba) do przodu. Natomiast strach przed PTF napędza się sam.
To chyba tyle na początek - przede mną całe serducho. Ehhhhh.
Dlatego zdecydowałem się również i ja coś pisać do szuflady (a nuż ktoś będzie czytał moje bazgroły, Ha)! ;)
Coś o sobie?
Jestem studentem 3 roku (daj Boże czwartego) medycyny z miasta na południu Polski. Lubię dobrą muzykę (sam gram na akordeonie, klawiszach, coś tam uczę się brzdękolić na gitarze). Książki fantasy, choć przyznaję się bez bicia, że ostatnio nie czytam bo ważniejsze sprawy na głowie.
3 rok? Przede mną 2 egzaminy - patofizjo i epi. Reszta (chyba) do przodu. Natomiast strach przed PTF napędza się sam.
To chyba tyle na początek - przede mną całe serducho. Ehhhhh.
Subskrybuj:
Posty (Atom)